Czy wielkie korporacje rzeczywiście są uprawnione do reglamentowania wolności słowa we współczesnym świecie? Czy ich autonomia jest nieograniczona?
Wydarzenia polegające na zablokowaniu przez liczne serwisy społecznościowe kont należących do byłego Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa, doprowadziły do postawienia sobie przez przywódców wielu państw pytania o to, jak daleko sięga autonomia globalnych korporacji w dziedzinie reglamentowania wolności słowa. Czy jest ona nieograniczona? Czy też to tę autonomię rządy państw powinny ograniczyć? O ile obowiązek respektowania wolności słowa przez władzę publiczną wynika m. in. z przepisów prawa międzynarodowego, o tyle brak jest analogicznych norm prawnych znajdujących zastosowanie wobec administratorów mediów społecznościowych. Z tego względu przywódcy niektórych państw wyrazili potrzebę wprowadzenia nowych regulacji zmierzających do ograniczenia autonomii korporacji zarządzających serwisami społecznościowymi. Podobne inicjatywy można zaobserwować również na szczeblu prawa unijnego. Szczególne znaczenie ma opracowany przez polskie Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych. Poprzez jego analizę możliwe jest zwrócenie uwagi na niedociągnięcia i pojawiające się wątpliwości w odniesieniu do projektowanej regulacji tegoż aktu prawnego, z drugiej wskazać należy na konieczność uregulowania materii, której ma on dotyczyć.
